Żużel. Był groźby, teraz jest środkowy palec. Gdzie jest granica, której zawodnicy nie mogą przekraczać?

Żużel. Był groźby, teraz jest środkowy palec. Gdzie jest granica, której zawodnicy nie mogą przekraczać?

Żużel to sport, który sprzyja nerwowym reakcjom i stresowym sytuacjom. To oczywiste. Wielokrotnie dochodzi do spięć między zawodnikami, członkami teamów, nawet w jednej drużynie. To jednak problem zainteresowanych osób i nie należy tego specjalnie rozdmuchiwać. Jeśli dochodzi zaś do takich zachowań wymierzonych w stronę sędziego, to jest już coś nie tak. Oleg Michaiłow pokazał ostentacyjnie środkowy palec w kierunku arbitra, bo miał inne zdanie. Uważał, że wyścig należało powtórzyć w czterech. 22-letni Łotysz był oczywiście pod wpływem silnych emocji, ale to go nie tłumaczy. Są pewne granice, a sędzia jest osobą, wobec której należy mieć respekt, nawet jeśli nie zgadzamy się z jej decyzją.

O ile pokazywanie tego gestu wobec sędziego nie zdarza się często, o tyle dobrze znamy słynne telefony do sędziego z budki w parku maszyn. Głównymi "gwiazdami" tych rozmów są np. Grzegorz Walasek czy Nicki Pedersen. Polak niegdyś tak zwyzywał arbitra, że zażenowani byli nawet telewizyjni komentatorzy. Duńczyk zaś trzaskał w pulpit do tego stopnia, że zdemolował wszystko. Wątpliwy jest już sam sens takich telefonów, bo to nic innego jak podważanie autorytetu arbitra. Jeśli natomiast wysłuchamy kilku takich rozmów, dojdziemy do wniosku, że traci na tym dyscyplina. Przede wszystkim wizerunkowo, bo tak ordynarne zachowania wobec sędziego w innych sportach nie są na porządku dziennym. A przynajmniej nie pokazuje się tego w telewizji.

Najczęstszym usprawiedliwieniem dla takich zachowań żużlowców jest specyfika dyscypliny, którą uprawiają. Stres, adrenalina, emocje, brak czasu na przemyślenie tego, co się zrobi. To jednak kiepska wymówka, bo jest wiele zawodów o podobnym charakterze pracy i żużel nie jest jedyny na świecie. Co więcej, ordynarne zachowania w świecie speedwaya dotyczą niemal non stop tych samych nazwisk, choć fakty są takie, że o Michaiłowie z negatywnego punktu widzenia głośno zrobiło się po raz pierwszy. Da się jednak mieć kulturę osobistą, czego dowodem są tacy żużlowcy, jak Bartosz Zmarzlik, Janusz Kołodziej czy Szymon Woźniak, którzy nigdy nie zaliczyli podobnej wpadki.

Wygląda zatem na to, że należy zwyczajnie zacząć wyciągać konsekwencje takich zachowań. Trudno powiedzieć, czy i jaka ewentualnie kara spotka Michaiłowa. Pewne jest, że tylko jeśli "dostanie po kieszeni", może następnym razem darować sobie podobne postawy. Jak ujdzie mu to na sucho, zrobi to ponownie. Przy okazji da przykład innym, bo skoro jednemu pozwolili, to drugiemu też muszą. Na żużlu nie jeżdżą ludzie święci, ale nie powinniśmy dopuszczać do sytuacji, w których najważniejsza osoba na stadionie jest znieważana przez zawodnika. 

Zobacz nasz codzienny program o Euro - 

Nie możesz oglądać meczu? -